Jaki prezydent?

 

 

Zgłoszenie w państwie demokratycznym swojej kandydatury w wyborach prezydenckich, nie jest niczym nadzwyczajnym. Każdy obywatel Rzeczpospolitej po spełnieniu wymogów formalnych, ma prawo to zrobić. Skorzystał z tego prawa znany publicysta katolicki, ale także założyciel bardzo cennych fundacji, Szymon Hołownia. Czy i jaki wynik osiągnie to już spekulacje natury politycznej i nie miejsce tu, by to rozważać. Natomiast ciekawa i wiele mówiąca jest reakcja różnych ważnych osób czy to ze środowisk medialnych, czy politycznych.

Ku mojemu niemałemu zdziwieniu ten tak podzielony naród, w osobach swoich przedstawicieli, stworzył podziwu godną wspólnotę. Ta jednomyślność wyraziła się w ogólnym przekonaniu, że kandydatura Hołowni jest a/ niepoważna b/ lekkomyślna c / bez sensu d/ jest wyrazem pogardy dla kraju . Towarzyszą temu kpiny i zwyczajne kłamstwa. Dlaczego? Ano spróbujmy odpowiedzieć.

Od dawna trwa totalne narzekanie na politykę i polityków, jako ludzi unurzanych w błocie i tym błotem się obrzucających i oto pojawia się człowiek, który zapowiada, że chce zrobić wszystko co w jego mocy, aby z tym zaprzestać. Zapowiada, że chce aby polityka zyskała ludzkie oblicze. Tak wiem, w kampanii wyborczej wszyscy tak mówią i pokazują swoje anielskie i przemienione twarze. Różnica jest taka, że Hołownia robi to od wielu lat. Jego dotychczasowa działalność społeczna, religijna i osobista jest wysokiej próby. On nie musi zapewniać, że jest uczciwy, bo jest uczciwy, nie musi zapewniać, że nie będzie kradł, bo on rozdaje. Taki kandydat powinien dawać nadzieję na faktycznie dobrą zmianę, a nie na „dobrą zmianę”. Tymczasem jest traktowany od lewa do prawa jako może i sympatyczny, ale naiwny przygłup. No to jeszcze raz – dlaczego? Oto kilka moich propozycji – odpowiedzi.

Pierwszą przed laty dał towarzysz W. Majakowski:” Partia – to ręka milionopalca w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta […] Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą”   (poemat „Włodzimierz Iljcz Lenin”)  Hołownia nie jest z żadnej partii, co samo w sobie jest już niedopuszczalne, w konsekwencji można po nim „jeździć jak po łysej kobyle”. Swoja drogą jak te komunistyczne gnioty Majakowskiego są ciągle aktualne.

Druga przyczyna równie oczywista. Przyjęło się, szczególnie w ostatnich latach, że przeciwnika politycznego trzeba walić po mordzie, najlepiej zdradzieckiej, jak to zostało subtelnie powiedziane z trybuny sejmowej. Nie krytykować go, nie zgadzać się z nim, nie mieć inne zdanie, ale walić po mordzie. To taki, nowy trend w katechizmowych uczynkach miłosierdzia co do ciała: nie wspierać, nie pomagać, ale walić zaciśniętą pięścią – polski wkład w światową teologię. Kandydat Hołownia tego nie akceptuje i ogłasza, że nie będzie tak czynił. Oj niedobrze, znaczy wyłamuje się ze wspólnoty.

No i zarzut najważniejszy – on jest wierzącym katolikiem, nie epatuje swoją wiarą w świetle kamer, ale konsekwentnie się do niej przyznaje, mówi o niej z miłością i twierdzi, że jest sensem jego życia. Wiele spraw można wybaczyć kandydatowi na urząd prezydenta w chrześcijańskim narodzie, ale nie to, że przyznaje się do wiary w Boga. Ile trzeba mieć w sobie pogardy dla tego chrześcijańskiego narodu, aby mu przypominać, że Ewangelia jest po to, aby nią żyć, a nie trzymać na półce. Mimo tych zarzutów kandydat nie jest bez szans. Wiele środowisk centrowych, a nawet lewicowych, byłoby skłonne go poprzeć, ale pod pewnymi warunkami. Pozwolę je sobie przytoczyć, może kandydat je przeczyta, zastosuje się do nich, wygra wybory, a ja dostanę order. Ograniczę się do trzech tylko.

Po pierwsze musi obiecać, że zaraz po wygranych wyborach, ogłosi wielką kartę aborcji. Będzie można ciąć, wydłubywać, skrobać i wypłukiwać wszystko co zyska status „ciała obcego” w macicy kobiety. Rozważania do którego tygodnia życia poczętego dziecka można to robić, zostawiamy pedantom.

Po drugie korzystając z dobrych układów  (ach te układy)z establishmentem kościelnym, kandydat podejmie wysiłki, aby zmienić przestarzałą interpretację szóstego przykazania Dekalogu. Przyświecać tej nowelizacji powinna myśl, że wszyscy kochamy się ze wszystkimi, bo szczęście jest najważniejsze.

I wreszcie po trzecie korzystając ze światłych wskazówek pewnego profesora etyki, kandydat musi obiecać, że podejmie (oczywiście w sposób dyplomatyczny) starania, aby mafia watykańska została uznana za zorganizowaną grupę przestępczą. Ze względu na osobiste zapatrywania kandydata, można dopuścić budowanie rezerwatów dla „czarnych” i tych, którzy w nich wierzą. Chętni mogą im wrzucać pokarm przez ogrodzenie. Tak sobie myślę, że to powinno zadowolić szeroki krąg potencjalnych wyborców, takie współczesne pacta conventa. Podpisze Hołownia, to pomyślimy życzliwie o nim.