List otwarty do Katolwicy

                                                

Droga Katolwico, duża i mądra z Ciebie dziewczynka, a naiwna jesteś jak dziecko, pozwól więc, że twój starszy kolega wyjaśni Ci pewne sprawy związane z myślistwem. Ufam, mam nadzieję, że po przeczytaniu tych uwag natychmiast odszukasz właściwe koło łowieckie i zapiszesz się do niego. No Twój artykuł o myśliwych będziesz musiała odpokutować, ale każdy może się nawrócić. Przez jakiś czas, na fuzje, sztucery i inne zabawki będziesz mogła popatrzyć tylko przez szybę, ale spoko. Pomyśl o chwili kiedy z czułością obejmiesz kolbę strzelby, wymierzysz w serce sarenki i naciśniesz spust. Trochę ominiesz wspomniane serce, nie martw się, masz kordelas, poderżniesz sarence gardło, farba się wyleje i po kłopocie. Zanim jednak spełnisz to marzenie kilka praktycznych rad.

Musisz zrozumieć Katolwico, a jak Twój intelekt Ci na to nie pozwala (bez obrazy), to przynajmniej przyjmij to do wiadomości – myśliwi muszą strzelać! Oni mają taki wewnętrzny imperatyw – muszą strzelać i już. Dla nich huk wystrzału to Beethoven, Mozart i Chopin w jednym. Na pewno ich utwory nie są Ci obojętne, a ich tej radości słuchania chcesz samolubnie pozbawić. Oj nieładnie! Zrozum, uruchom swoją empatię, oni do lasu wchodzą jak do Metropolitan Opery, oni się czują jak na koncercie filharmoników wiedeńskich. Bądź szczera, odrzuć to inteligenckie zakłamanie, czy gdybyś miała darmowy wstęp do takiej opery czy wiedeńskiej filharmonii, to co, przeszłabyś obojętnie? Ano widzisz, prawda w oczy kole.

Ale przecież to nie wszystko! Tyle mówi się i pisze na temat budowania autentycznych więzi międzyludzkich, a co oni myśliwi niby innego robią? Czy może być piękniejsza wspólnota niż ta przy ognisku z kawałem kiełbasy (z poprzedniego polowania), do tego podlana miejscowym wyrobem alkoholowo – podobnym? Sama sobie odpowiedz. A przecież to dopiero początek. W domu, takiego upolowanego dziczka (najlepszy taki do czterdziestu kilogramów, takie dziecko dzika), oprawiamy, dodajemy sarenkę i już mamy kiełbasę. A mielone z takiego duetu – palce lizać, niebo w gębie. Ale czy Ty wiesz co to niebo w gębie, jak zjadasz tylko te chwasty? A oni zjadają prawdziwie ekologiczne potrawy. Taki zwierzak chodzi sobie po lesie, tu skubnie jakąś trawkę,  tam skubnie jakieś ziółko, wszystko czyste i nieskażone. A te koncerny żywnościowe wiadomo jakie świństwa dodają i w czyich rękach są.

Najważniejsze zostawiłem na koniec. Coś tam o tym wspominasz, ale widać wyraźnie, że nie kumasz. Już na pierwszych stronach świętej Księgi jest Boże polecenie, aby ziemię czynić sobie poddaną, czyli to tałatajstwo biegające po lesie też. A kto najpiękniej to polecenie wypełnia? Myśliwi nawet czynią więcej, bo zwierzaki same im się poddają (prawdę mówiąc nie mają wyjścia). No więc jak im się już poddadzą, oczywiście z błogosławieństwem św. Huberta, to w spokoju sumienia można je patroszyć. Niech to chrześcijańskie przesłanie wreszcie do Ciebie dotrze Katolwico! Pomocą niech Ci będą i niektórzy duchowni, którzy ochoczo poddają owe zwierzaki, jak i inne znakomite osoby biorące w tym udział.

Możesz, przepraszam że tak powiem, głupio zapytać, a co się stanie jak owi myśliwi wszystko wystrzelają? Wtedy nastąpi nowy, wspaniały świat (kiedyś nawet coś o takim tytule czytałem), ale przede wszystkim będzie cisza. Nic Ci nie będzie chrumkało, rechotało, świergotało, jakieś głupie gęsi nie będą Ci latały nad głową. Jak już tak „przyciśnie” Cię ta natura, to kupisz sobie plastikowego łosia, jelenia jak żywego i sarenkę skubiącą trawkę. I jak będzie Katolwico? Byczo będzie, jak mawiał przedwojenny aktor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *