Przestańcie!

 

 

Zawsze kiedy zabieram się za pisanie o Kościele mam trudny dylemat. Wszak słowo „Kościół” oznacza nie tylko, jak powszechnie się uważa, duchownych, ale odnosi się także do nas wszystkich dla których wiara w Boga jest sensem życia. Kościół to nie tylko jego hierarchia, choć ona niejako reprezentuje ten Kościół i powinna go prowadzić do Boga, hierarchowie nie na darmo nazywani są jego pasterzami. Wreszcie czy można pisać o Kościele w liczbie mnogiej, to może być niesprawiedliwe, bo nawet duża liczba niegodnych swojego powołania księży, w żadnym wypadku nie oznacza, że wszyscy są do nich podobni. Mogę osobiście zaświadczyć, tak jak zapewne wielu z nas,  że znam i doświadczyłem łaski poznania wspaniałych duchownych, także sióstr zakonnych. Dlaczego wobec tego ten wpis za który niektórzy pewnie odsądzą mnie od czci i wiary? Niech odpowiedzią będą słowa Franciszka, że huk jednego upadającego drzewa jest większy, bardziej słyszalny, niż ciche rośnięcie tysiąca innych. Tak to wygląda i nic na to nie poradzimy. Dzisiaj  o tym jednym „drzewie”. Dedykuję ten artykuł przede wszystkim naszym hierarchom, jeszcze raz, nie wszystkim.

Przestańcie mówić, że nie mieszacie się do polityki, bo robicie to w sposób bardziej niż oczywisty. Są pośród was tacy, którzy wykorzystują do celów politycznych przestrzeń sakralną, co jest już jawnym bluźnierstwem. Czynicie to dla doraźnych korzyści, obłudnie tłumacząc to dobrem Kościoła. Niech przestrogą dla was  będą słowa Sz. Hołowni :” Kościół, który bierze ślub z jakąś partią, zostaje wdową po następnych wyborach”.

Przestańcie zwalać winę za pustoszejące kościoły na jakiś mitycznych wrogów. Gdybyście budowali dom wiary na skale, to moglibyśmy wszyscy śmiać się z tych wrogów, nie ważne prawdziwych czy urojonych w waszej wyobraźni.

Przestańcie pleść bzdury na temat Unii Europejskiej. Jak każde dzieło ludzkie jest ona naznaczona ułomnością, ale jest nakierowana na dobro człowieka, na jego dobrobyt i życie w pokoju. Nie rzucajcie oszczerczych kalumnii jak ów arcybiskup, który w złej woli stwierdził, że płacimy Unii „kontrybucję”. Wy, którzy nie potraficie napisać listu pasterskiego, czy często gniotu pasterskiego bez powołania się na św. Jana Pawła II, przypomnijcie sobie Jego słowa wypowiedziane w polskim sejmie na temat Unii.

Przestańcie udawać jak bardzo kochacie Franciszka. Może nie modlicie się jak ów ksiądz o jego odejście do domu Ojca, ale macie nadzieję na przeczekanie Jego osoby. Arcybiskup odbył z owym księdzem  „ojcowską rozmowę”, ciekawe jaką by odbył, gdyby ten modlił się o rychłe odejście do domu Ojca swojego arcybiskupa?

Przestańcie poniżać WOŚP i jej założyciela. To on, może nawet nieświadomie, jest tym, który w potrzebujących zobaczył Jezusa. Zaproście tych dzieciaków w styczniowy dzień do swoich wypasionych domów na gorącą herbatę i dobre ciasto. W ten sposób prędzej pozyskacie ich dla Chrystusa, niż głosząc nudne kazania.

Przestańcie popierać samozwańczego proroka, który podzielił nasz naród i nas ludzi wierzących jak nikt dotychczas, którego media sieją zgorszenie, a on sam jest symbolem tego kim nie powinien być kapłan. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uważa, że niepotrzebna jest katolicka rozgłośnia, katolickie media, ale nie takie, które powodują zamęt i podziały.

Przestańcie udawać świętoszków, że nie wiedzieliście o pedofilii w szeregach waszych podwładnych. Wasze spaczone mniemanie o tym co jest dobre dla Kościoła powodowało, że ukrywaliście fakty, wręcz broniliście pedofilów w sutannach. Prawda jest taka, że gdyby ta wstrętna prasa nie zrobiła wam, jak to powiedział pewien zakonnik, „lewatywy”, to niewiele, albo nic by się nie zmieniło.

Przestańcie udawać, że nie wiecie co się dzieje na wielu waszych parafiach, gdzie proboszcz równy Papieżowi, a właściwie  jest od niego ważniejszy. Przestańcie udawać, że nie wiecie o chciwości waszych podwładnych, bo sami z niej korzystacie.

Przestańcie opowiadać brednie o katastrofie smoleńskiej. Jeżeli macie głupie poglądy na ten temat, to starannie je ukrywajcie, albo opowiadajcie u cioci na imieninach po dobrym koniaczku, który wedle waszego toruńskiego guru na pewno nie zaszkodzi, nawet jak prowadzi się auto.

Przestańcie kochać „pierwsze miejsca za stołem”, odłóżcie na strych te kolorowe, cyrkowe fatałaszki, te wszystkie ekscelencje i eminencje, owe „najdostojniejszy arcypasterzu”. Zacznijcie jak mówi kochany Franciszek, pachnieć swoim stadem. Włóżcie na nogi „buciory” i idźcie do wiosek, miasteczek i miast, zobaczcie czym żyją i jak żyją wasze owce. Zacznijcie je poznawać, bo bywa, że nie macie „zielonego” pojęcia o ich losie.

Jak wam nie wstyd, że wycieracie sobie usta losem biednych, poniżonych i cierpiących, nazywacie ich skarbem Kościoła, ale gdy ci protestowali w sejmie, to was tam nie było, bo ponoć polityką się nie zajmujecie. Na pogrzebie ks. Kaczkowskiego tłoku ekscelencji też nie było ale kiedy, mam pewność co do tego, ogłoszą go kiedyś błogosławionym, będziecie z dumą mówić, że zawsze bardzo go ceniliście. Mam przytaczać definicję prawdy według Tischnera?

Jak wam nie wstyd, że nie protestowaliście ze wszystkich sił, gdy na cmentarzach odbywał się satanistyczny sabat na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej. Gdzie byliście gdy cierpiały rodziny, którym bezczeszczono groby ich najbliższych? Trybunał Praw Człowieka przyznał tym rodzinom rację, gdzie był wasz „trybunał”?

Jak wam nie wstyd, gdy zakonny watażka upokarza i poniża czcigodnego starca, którego zasług dla Kościoła nie sposób przecenić. Mówię oczywiście o ks. Bonieckim. Nie twierdzę, że ks. Lemański jest chodzącym aniołem, ale to co wyprawiał jego przełożony, miało znamiona czystej zemsty. Jak wam nie wstyd gdy podobny los spotyka także innych, którzy nie chcą być mierni i przeciętni?

Jak wam nie wstyd, gdy ludzi niezmiernie zasłużonych dla Kościoła i Ojczyzny aktualna władza obrzuca oszczerstwami? Jak wam nie wstyd gdy ta władza bluźnierczo, przy waszej milczącej zgodzie, powołuje się na swoją rzekomą wiarę, by usprawiedliwić czynione zło? Miejcie odwagę by powiedzieć „non possumus”. To nie będzie żadna polityka, to będzie elementarna przyzwoitość, do której nas wszystkich nawołuje święty Apostoł Paweł.

15 myśli do „Przestańcie!”

  1. Jesteśmy podzieleni i zaklęcia tego nie zmienią. Ani wezwania do porzucenia „nieslusznych” poglądów i przejścia na „Jasną StronęMocy”. Dalej, konieczne jest dopuszczenie do świadomości, że każdy może się mylić. Bo inaczej szczere bez wątpienia okrzyki pozostaną aroganckie,takie jak w komentowanym przeze mnie tekście. Dalej, nie wolno mieszać swoich poglądów politycznych i innych z wiarą! Niech Autor weźmie przykład z duchowości Opus Dei. I na koniec, niech nie pisze nic ten, kto nie umie powsciagnać negatywnych uczuć, kto nie potrafi odróżniać czynów od osoby.
    PS Może warto poznać duchowość ignacjańską, że rozpoczynając o wskazówki o „ocaleniu wypowiedzi” bliźniego?

    1. Zaklęcia z pewnością podziałów nie zakończą, toteż nie zaklinam tylko wskazuję, co czyni te podziały. Nie chodzi o poglądy, te faktycznie mogą być różne, nie pisałem o poglądach tylko o faktach. Słowo „arogancja” to słowo „wytrych”, można każdemu ją zarzucić. Mówiąc nieco podniośle, targały mną różne uczucia, przede wszystkim żal, smutek i oburzenie, arogancji sobie nie przypominam. Z pewnością nie wolno mieszać poglądów politycznych z wiarą, właśnie przeciwko takiemu mieszaniu protestowałem. Radzę zastanowić się P. Ewagriuszowi nad różnicą między poglądami, a faktami. Gdybym nie miał „negatywnych odczuć”, to leżałbym na kanapie i majdał nogami. Zło się pleni gdy inni nie mają „negatywnych odczuć”. Mam swoją własną duchowość, ale dziękuję za radę. Miło było dowiedzieć się na stare lata, że należy odróżniać czyny od osoby, która je popełnia.

  2. Dziękuję za odpowiedź, rzadka to rzecz i bardzo to doceniam.

    Proszę wybaczyć, ale fakty o których Pan mówi, są ściśle związane z interpretacjami. Prezentuje Pan zespół przekonań katolików lewicowych (w uproszczeniu) i domaga się, by się prawicowi katolicy ich wyrzekli, bo przecież Pan ma rację, całe 100 procent. A katolicy prawicowi mogą zrobić to samo – i niech żyje wojna domowa!
    Podziały, np. w sferze polityki, różne interpretacje faktów (tak!) istnieją, i powinny być dopuszczalne, oczywiście w granicach nauczania Kościoła. Problem w tym, że tacy, jak Pan, z lewa, z prawa, z dołu, z góry i z innych kierunków też, próbują narzucić swoje opinie jako, by tak rzec, prawdę kanoniczną.
    A z tym wiąże się, proszę wybaczyć, pewne poczucie wyższości. Oraz nieodroznianie osoby od czynu. Tak, wracam do tego, bo uważam to za bardzo ważne dla każdego wierzącego. I po prostu, nie stosujmy epitetów. I Niełatwe? Owszem, niełatwe.
    Tak więc, dopóki różne strony sporów i podziałów nie uznają, że nie są, nie tylko „zasadniczo”, ale nawet „w znacznej mierze”, święte, będzie trwała wojna. Jednych zdenenerwuje o. Rydzyk, innych – ks. Boniecki. Tylko ja idiota wciąż mam nadzieję, że zobaczę ich w koncelebrze.

    Ja też się wkurzam, doskonałe Pana rozumiem. Ale z tekstami tak napisanym oczekuję, aż ochłonę. I zawsze mamy modlitwę!

    1. Zapewne nie zdziwię Panów, Pana i Pana Andrzeja gdy napiszę, że nie zgadzam się z Waszymi zarzutami, ale cenię sobie u Panów brak obojętności, czyli owej letniości. Nie rozstrzygam kto jest „zimny”, a kto „gorący”. Brak obojętności jest warunkiem brzegowym dialogu. Czy do niego dojdzie? Nie wiem. Mam wprawdzie nikłą propozycję takiego dialogu (postaram się ją przedstawić w pełnym wpisie blogowym), ale nadziei wielkiej nie mam, to raczej teoretyczne dywagacje, które zapewne wywołają kolejne krytyczne komentarze. Zabawne jest w Pana komentarzu, że upomina mnie Pan przed stosowaniem epitetów, by sam je zastosować do mnie nazywając mnie katolikiem lewicowym. Może obraźliwe to nie jest, ale na pewno niesprawiedliwe. Ja po prostu jestem katolikiem, bez dodatkowych przymiotników. Co do modlitwy i adoracji. Proszę wybaczyć pewną anegdotę. Zdarzyło mi się kiedyś prowadzić kurs przedmałżeński fatalnie przygotowany przez proboszcza od strony organizacyjnej. Kiedy delikatnie zwróciłem mu na to uwagę odparł: ” Niech pan się nie martwi panie magistrze, Duch Św. to wyrówna. No cóż w moc wyrównawczą Ducha Św. oczywiście nie wątpię, ale uważam, że człowiek powinien wykonać pracę, która do niego należy. W moim przekonaniu to zrobiłem i tyle. Pozdrawiam.

  3. Z szacunkiem Panie Rafale, ale – jak słusznie wskazują tu inni (szacun dla Ewagriusza)- krytykując, zachowuje się Pan dokładnie tak samo, jak przez Pana krytykowani. Bazą ocen i tez stają się w tym wypadku zmonopolizowane przez Pana własne poglądy. Końcem zaś perspektywa wysoce emocjonalna, jeśli nie frustracyjna (niestety blogosfera służy uchodzeniu właśnie takich), bo takie zabarwienie ma owo „przestańcie”. Gdyby operowałem Pan kategoriami rozumu, rychło zauważyłby, że pola Pańskiej krytyki są przedmiotem debat i sporów, w których łatwo stawiane granice kler / świeccy, tradsi / liberalni, etc. mocno zawodzą. Różni nas wszystkich polityka, i to dość mocno także wewnątrz episkopatu, co dostrzegają publicyści. Różni Franciszek, któremu ostatnio lewicowy i liberalny „Der Spiegel” poświęcił ostatnio 19-stronnicowy raport, stawiając tezę, że w ostatnich wiekach nikt nie podzielił tak Kościoła jak aktualny papież (a można by się spodziewać takich fraz od lefebrystów…), a jego taktyka milczenia zamiast odpowiedzi jest nie do przyjęcia. Różni o. Rydzyk i o. Boniecki – bo choć słuchałem z szacunkiem i podziwem jego rekolekcji, to jestem przekonany, że głupot wypowiedział wiele (mogę przyprowadzić Panu ludzi z tytułami naukowymi, którzy będąc bywalcami w domu Nergala i kiedyś pod przemożnym jego wpływem odwiodą Pana skutecznie od tezy Bonieckiego, że to taki przyjemny, jasełkowy diabeł). I tak dalej, i tak dalej…. Diabeł rozprasza nas dziś w interpretacjach, a poznasz jego smród po tym, że pycha ocen i monopolizacja, a nie miast delikatności i pasji dla prawdy. Adorujmy Jezusa.

    1. Pan Ewagriusz zechciał mnie obdarzyć jednym epitetem „katolik lewicowy”. Pan jest zdecydowanie bardziej szczodry. Może złej intencji nie było, ale z Pańskiego komentarza wyczytałem, że jestem: a/ frustratem b/monopolistą c/ nie używam rozumu. W tle czai się pycha i diabelski smród. Nieźle, jak na niedługi przecież komentarz. Pozdrawiam

  4. Pan Ewagriusz obdarzył mnie epitetem „katolik lewicowy”, Pan jest zdecydowanie bardziej szczodry. Może intencji nie było, ale z Pana tekstu wyczytałem, że jestem: frustratem, monopolistą i nie operuję kategoriami rozumu, a w tle czai się pycha i smród diabelski. Nieźle, jak na krótki w końcu tekst komentarza. Pozdrawiam.

  5. Wychodzi na to, że moja odpowiedź zniknęła w otchłaniach Internetu, więc jeszcze raz krótko: ‚katolik lewicowy’, podobnie jak ‚katolik prawicowy’ to skróty, od – odpowiednio – „katolik o poglądach lewicowych/prawicowych’. To opis, a nie obelga, wyraz emocji. Nie zgadza się pan, panie Rafale?

    1. Nie napisałem, że to obelga! Może zdziwię Pana, ale ja nie jestem ani lewicowy, ani prawicowy. Staram się posługiwać rozumem, doświadczeniem, jestem ciekawy co mówią inni, a potem zastanawiam się gdzie, choćby w przybliżeniu, jest prawda. To moje doświadczenie, którego przecież nie absolutyzuje, podpowiada mi takie, a nie inne rozumienie rzeczywistości, która mnie otacza. Wyrażam to rozumienie w tekstach o charakterze publicystycznym, publicystyka ma swoje prawa, to nie są teksty naukowe czy prawnicze. Jeszcze raz, to jest mój ogląd i rozumienie rzeczywistości, to jest mój świato – pogląd. Światopoglądy bywają różne i nie ma w tym nic złego, zło jest w tym, że ktoś wykopał między nami przepaść. Tyle, że znów będziemy się różnić co do sprawcy tego czynu. Diabeł wprawdzie niezmiernie się z tego cieszy, ale on swoich kosmatych łap nie musi brudzić, ma od tego konkretnych ludzi.

  6. Nie napisałem, że jest Pan „zewnątrzsterowalny” i nie ma Pan samodzielnie wyrobionych poglądów. Co do ich nazwy: ależ one się idealnie układają w lewicową całość! Jeżeli Pan nie chce ich tak nazywać, to proszę bardzo.
    Rozumiem, że katolicyzm powinien być „bezprzymiotnikowy”, ale katolik (prawosławny protestant, żyd, sufi….) już nie.
    Zgadzam się, że diabeł – całkiem dosłownie – tkwi nie w różnicach, ale różnieniu się.
    Co do konkretów, to głowę dam, że się będziemy różnić w ocenach. Nie zawsze, ale wielokrotnie. Jednakże, rozmawiamy. Pan się ze zdziwieniem dowiaduje, co u Pana irytuje mnie czy trzeciego rozmówcę, a ja – co Pana u mnie. I to jest chyba jedyna droga. Do tego, nie oprócz, ale jak zawsze, jak powietrze i tlen – modlitwa. Myślę, że szczegółowe intencje: o pokorę dla nas wszystkich i o dar rozeznawania, też się przydadzą.
    PS Myślę, że to widać, ale dla pewności: tak w 80 procentach jestem „targetem” Pana wpisu, nie zgadzam się z nim – i rozmawiamy. I za to ja dzisiaj podziękuje Bogu idąc spać. Jutro może rzucimy się na siebie, ale – jutro to jutro; „dość ma dzień swojej biedy”. Do Paruzji inaczej nie będzie.
    Dobranoc.

  7. Panie Rafale, ja za to zgadzam się z Panem w 100 procentach, dosłownie z każdym słowem. Choć pisze Pan bardzo emocjonalnie, nie dziwię się, bo jeśli ktoś kocha Kościół, musi go bardzo boleć obecna sytuacja w Polsce.
    Ktoś napisał, że „papież Franciszek podzielił Kościół”. Prawda ale i całe szczęście, że zrobił to on. Inaczej prędzej czy później przyszedłby następny Luter. Kościół, który za bardzo obrasta w piórka potrzebuje oczyszczenia i powrotu do ewangelii.
    Jeśli chodzi o Kościół w Polsce to jest światełko nadziei. Oprócz hierarchów popierających PIS i o. Rydzyka, mamy też wielu wspaniałych, np abp Rysia, mamy też mądrego prymasa (jedna wada: za rzadko i za cicho się odzywa). Szkoda tylko, że takie postawy nie są dominujące. No cóż, wiadomo, zło jest głośniejsze, więc bardziej widoczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *