Państwo i Kościół

 

 Mijający rok z pewnością nie był przeciętny jeśli chodzi o wydarzenia w Kościele w Polsce. Czarne marsze, które przeszły ulicami wielu naszych miast, budzące coraz większy niepokój upolitycznienie wielu duchownych i oburzenie na brak reakcji Kościoła na zło w jego wnętrzu, są czytelnym sygnałem zmian w  świadomości wielu wiernych tegoż Kościoła. Wydaje się, że następuje kres pewnego modelu duszpasterskiego w którym postulaty Kościoła, skądinąd  słuszne, są na wniosek Kościoła wzmacniane sankcją państwową. Takie podejście ma wiekową tradycję. Jakoś tak było, że Kościół, gdy tylko zyskał prawo istnienia, szukał we władzy świeckiej pomocy czy wręcz współuczestnictwa w swoim dziele duszpasterskim. Zapewne przyczyn takiego stanu rzeczy było wiele, ale myślę, że jedną z ważniejszych była chęć pójścia drogą na skróty. Ewolucja zakodowała w nas potrzebę oszczędzania energii, skoro coś można osiągnąć wydatkując jej mniej, to należy skorzystać z takiego rozwiązania. To przekonanie było tak samo ważne, gdy nasi przodkowie polowali na mamuta, jak i dziś kiedy osiedlowe trawniki są poprzecinane dzikimi ścieżkami.  Jak wiadomo nie ma czegoś takiego jak owe słynne w ekonomii „darmowe obiady”, ktoś zawsze musi za nie zapłacić, czyli po prostu ponieść konsekwencje. Konsekwencją wydeptania ścieżki, będzie zniszczony trawnik, ale ktoś może powiedzieć, że zaoszczędził kilka kroków i był o trzy sekundy wcześniej, czy szybciej u celu. No właśnie czy szybciej?

Pewne problemy duszpasterskie „ aż się proszą” by je rozwiązać, bezpośrednio czy pośrednio, przy pomocy zaprzyjaźnionej władzy państwowej. Kiedy ja uczęszczałem na katechezę w salkach parafialnych, brała w niej udział może jedna czwarta moich rówieśników, dziś, szczególnie w młodszych klasach, obecność jest prawie stuprocentowa. Jest sukces? A jakże, można go zapisać w odpowiednich tabelkach i sprawozdaniach. Jakie są efekty duszpasterskie? A to jest już inna tabelka i inne sprawozdanie, przecież zwyczajnie nie da się wszystkiego czytać, zawsze lepiej zaczynać od dobrych wiadomości, złe mogą sobie poczekać. Robota nie zając, nie ucieknie.

Aborcja jest złem od zawsze i zawsze trzeba przypominać, że jest to zabicie człowieka, którego imię Bóg zapisał na swojej dłoni i, jak mówi psalmista,Bóg utkał w łonie matki. Tu nie ma o czym dyskutować! Sprzeciw każdej osoby, która wierzy w Boga, w Boga który obdarzył to życie duszą nieśmiertelną, wobec aborcji musi być radykalny i jednoznaczny. Jednocześnie na skutek „twardości serc naszych” zabiegi duszpasterskie, praca duszpasterska pokazująca wartość tego nienarodzonego życia, jest bardzo trudna, a na jej efekty trzeba długo czekać. No to może by tak „delikatnie” poprosić władze państwowe, aby pomogły. Co to za problem jak „swoi” posłowie „klepną” stosowną ustawę? Z jednej strony perspektywa lat wytężonej pracy duszpasterskiej, a z drugiej „fiku – miku” i już problemu nie ma i jest sukces duszpasterski. Jaki sukces? Sukces polegający na „rozrywaniu serc” czy sukces statystyczny, niemożliwy zresztą do zweryfikowania. Czy Kościół przemienił „serca kamienne”, na „serca z ciała”, czy też przy pomocy bata władzy świeckiej „nawrócił” swoich wiernych? To dalece nie to samo! Oczywiście to nie zwalnia władzy ustawodawczej od tworzenia sprawiedliwego prawa, ale to temat na inne rozważania.

Kiedy wprowadzono religię do szkół wydawało się, że Episkopat „złapał Pana Boga za kolana” i teraz już będziemy mieli najbardziej bogobojne społeczeństwo w tej bezbożnej Europie. Jak jest faktycznie, wszyscy, którzy „mają uszy do słuchania” dobrze wiedzą. Kościół po wprowadzeniu religii do szkół odetchnął z ulgą. Niewielkim stosunkowo wysiłkiem osiągnięto oszałamiające „sukcesy” – widać je niestety i w rzeczywistości, i w statystykach. To jest właśnie droga na skróty. Kościół zamiast iść do ludzi, zamiast szukać już nie jednej owcy, ale raczej całego stada, bardzo się ucieszył, że dobrowolnie – przymusowo, znudzone nieco owieczki przyszły do niego.

Można całkowicie zakazać aborcji, tylko jak ten zakaz wykonać przy otwartych granicach i farmakologicznych środkach wczesnoporonnych? Jak wykonać zakaz rozpowszechniania pornografii, gdy miliony stron pornograficznych jest na wyciągnięcie ręki? Wiara, że wszystkie problemy moralne da się rozwiązać przy pomocy odpowiedniego prawa jest więcej niż naiwna. W wielu wypadkach państwo i jego służby są bezradne. Oczywiście można, jak radzi pewna bardzo katolicka posłanka, zakładać obozy reedukacyjne na wzór tych z Korei Północnej, ale póki co na razie, podkreślam „na razie” takich planów nie ma. Los wielu wartości jest zależny od tego czy zostaną zapisane w sercu człowieka, w jego woli i umyśle, i to powinno być jednym z najważniejszych celów duszpasterskich Kościoła. Tu nie pomogą listy biskupów do posłów i listy tychże do wiernych, listy, które dla większości wiernych mają charakter, hm, hm …relaksacyjny.

Królestwa Bożego, w odróżnieniu od ziemskiego, nie zdobywa się apelami i pięknymi słowami, to powinno być, to musi być:” krew, pot i łzy”. Albo to wszyscy na czele z naszymi Pasterzami zrozumiemy, albo będzie tak, jak w starym dowcipie z czasów PRL-u. Partyjny chłop wyrusza do pracy na polu. Sprawdza: legitymacja partyjna jest? -Jest, czapka jest? -Jest, bat na konia jest? – Jest. W połowie drogi jeszcze raz sprawdza, po dojściu na pole po raz trzeci i wtedy wykrzykuje: – „Cholera, pługa zapomniałem”

Jedna myśl do “Państwo i Kościół”

  1. Miniony rok to początek znaczącego upadku Kościoła w Polsce. Może słowo „upadek” nie oddaje dokładnie tego co się właśnie rozpoczęło ale trudno znaleźć lepsze. Kościół w Polsce, który cieszył się ogromnym autorytetem w stanie wojennym roztrwonił swoją pozycję broniąc pedofili i różnej maści zboczeńców. W pierwszym rzędzie należy wymienić tu głośne sprawy ks. Jankowskiego i abp. Paetza ale również całą masę chroniących sprawców molestowania biskupów. Abp Michalik zasłynął tekstem o winie za pedofilię dzieci, abp. Głódź bronił i dalej broni ks. Jankowskiego, abp. Jędraszewski przymuszał proboszczów archidiecezji poznańskiej do popisania spreparowanego listu w obronie homoseksualisty Paetza molestującego kleryków, abp. Hoser ukrywał pedofila w domu księży emerytów i tak można tą listę ciągnąć. Nawet pozytywny przykład reakcji biskupa opolskiego Czaji nie jest w stanie zmienić tego że wyszła na jaw cała masa zgnilizny Kościoła. Czy taki Kościół może być Kościołem Bożym? W żadnym wypadku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *