Tragiczna niemoc państwa!

 

 

Tragedia w Koszalinie i przejmujące słowa Ks. Biskupa Dajczaka, po raz kolejny każą się zastanowić nad rolą i zadaniami państwa. Swego czasu były minister sportu stwierdził, że Polska to jest dziki kraj, głosy oburzenia były powszechne, nie tak dawno inny minister mówił o państwie teoretycznym i też odebrano to źle. No to ja powtórzę, że Polska to dziki kraj i teoretyczne państwo. Dlaczego? Zanim odpowiem mała dygresja.

Kilka lat temu doprowadzałem wodę do naszego wiejskiego małego domku. Ilość papierów, które musiałem złożyć w powiatowym urzędzie, była zaiste imponująca. Miałem wrażenie, że nie podłączam się do gminnego wodociągu, ale buduję lotnisko zapasowe dla naszych F-16, a na wierzbie instaluję stanowisko rakiet ziemia – powietrze. Kiedy złożyłem już wszystkie dokumenty, odetchnąłem z ulgą. Naiwny idiota. Za kilka dni telefon ze starostwa, pan urzędnik nieco poirytowanym głosem oznajmia mi, że plan łazienki jest niekompletny. Uprzejmie pytam o konkrety. Nie zaznaczył pan – mówi ważny urzędnik –  czy sedes ma być po prawej stronie czy po lewej stronie łazienki. Tylko dzięki dobremu wychowaniu (dziękuję mamo, dziękuję tato) nie bluznąłem jakimś wulgaryzmem. Państwo jest żywotnie zainteresowane tym czy jego obywatel będzie, przepraszam, robił kupę po lewej stronie, czy po prawej stronie swojej łazienki.

To samo państwo nie jest w stanie sprawdzić miejsc publicznych w których bawią się nasze dzieci. To znaczy jest w stanie, ale mu się nie chce i nie sprawdza. Ludzi mnogo jak mawiają nasi bracia Rosjanie, pięć w tę, pięć w tamtą stronę. Kpię przez łzy i z bezsilnej wściekłości. W moim mieście na fatalnie usytuowanym przejściu dla pieszych musiało zginąć troje dzieci, by to przejście wreszcie zlikwidowano. Nie trzeba dodawać, że wcześniejsze założenie na tym przejściu sygnalizacji świetlnej było niemożliwe. Według ważnych decydentów wymagałoby to założenia stacji orbitalnej w kosmosie, a na to jak wiadomo nas nie stać. No cóż, mało to dzieci się rodzi?

Codziennie na naszych drogach giną niewinni ludzie, bo kierowcy albo są pijani, albo nie przestrzegają żadnych przepisów, ani boskich, ani ludzkich. Państwo troszczy się o kierowców, bo przecież nie o ofiary, i nakłada na nich symboliczne kary pieniężne, a ponieważ posiadacze samochodów do najbiedniejszych nie należą, no to jest, jak jest i ludzie giną dalej. Gdyby przekroczenie prędkości skutkowałoby  kilkutysięczną karą, to mniemam, że nie jeden by się zastanowił czy warto. Państwo jednak wyraźnie bardziej dba o interesy branży pogrzebowej. Oznakowany patrol policji drogowej przy codziennej jeździe spotykam dwa – trzy razy w roku, co tydzień pokonując około 40 km drogi krajowej w czasie 23 lat, policję spotkałem może parę razy. To właśnie jest dzikie państwo, bo faktycznie w dziczy nie mierzy się prędkości samochodów.

Ulubioną frazą naszych urzędników, także tych najwyższego szczebla jest stwierdzenie, że oni wprawdzie widzą nieprawidłowości, ale są bezsilni, bo nie ma odpowiedniego prawa. No to je do jasnej cholery uchwalcie! Ile młodych ludzi musiało umrzeć od dopalaczy, by wreszcie państwo odkryło, że są to narkotyki? To są grzechy naszego przeklętego „jakoś to będzie”.

W jednym z rachunków sumienia odkryłem pytanie:” Czy rzetelnie wykonuję swoją pracę?” i „ Czy moje niedbalstwo nie było przyczyną czyjegoś cierpienia?” Może czas aby nasi kaznodzieje oprócz błyskotliwych rozważań na temat szóstego przykazania Dekalogu, zajęli się także i tymi pytaniami.

Jedna myśl do “Tragiczna niemoc państwa!”

  1. Państwo NIE troszczy się o kierowców, lecz ich dyskryminuje. Płaca potężną akcyzę w paliwie, a mimo to muszą jeszcze dopłacać za jazdę nieco lepszymi drogami czy parkowanie. Na koniec na nich zwala się winę za wypadki, chociaż wiele z nich jest spowodowana mizerną jakością infrastruktury, wadliwym oznakowaniem itp.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.