Udawany dialog

 

 W roku 1969 wybuchł konflikt między komunistycznymi Chinami i Sowietami, znany jako konflikt na rzece Ussuri. Długie rozmowy pokojowe między dyktatorami komentowano następującą anegdotą:” Dwaj towarzysze Breżniew i Mao wybrali się na polowanie, by nieformalnie porozmawiać na temat konfliktu. Breżniew miał więcej szczęścia i ustrzelił tygrysa. No ładnie, ale takie bydle trochę waży, na plecy nie da się go wziąć, wobec tego Breżniew poszedł zorganizować transport, a Mao miał pilnować tygrysa. Po jakimś czasie podjeżdża ciężarówka, Breżniew wysiada zadowolony, ale ku jego zdumieniu tygrysa nie ma. Mao gdzie jest tygrys? – pyta Breżniew. Na to Mao – jaki tygrys? Mao, mówi Breżniew – nie wygłupiaj się, byliśmy na polowaniu, ja upolowałem tygrysa – tak? – No tak – odpowiada Mao, i ja – dalej mówi Breżniew, poszedłem po ciężarówkę, a ty miałeś pilnować tygrysa – zgadza się? – No zgadza się – to ja ciebie Mao pytam gdzie jest ten tygrys? – Jaki tygrys?” Mao  zastanów się, byliśmy na polowaniu – no byliśmy, ja upolowałem tygrysa – no upolowałeś, Mao to gdzie do cholery jest ten tygrys? – Jaki tygrys? Komentarz do tej anegdoty – rozmowy radziecko – chińskie, toczą się nieustannie.

Myślałem, że tej anegdoty już nie będę opowiadał, ale śledząc dialog mojego Kościoła, a ściślej rzecz biorąc dialog biskupów i starszych tego Kościoła z nami wiernymi, jakoś tak mi się przypomniała. Napisałem „dialog” bez cudzysłowu i mam nadzieję, że będzie mi to policzone jako zasługa. W zasadzie jest to monolog – jedni mówią, pouczają, piszą i ogłaszają, drudzy czyli my słuchamy czy raczej nasi biskupi mają naiwne przekonanie, że wierni z uwagą i pokorą ich słuchają. Gdyby faktycznie ich światłe rozeznanie rzeczywistości i znaków czasów, miało miejsce, to nasze kościoły byłyby pełne, ale nie są, i to jest fakt. Najliczniejszą grupą wiekową są… emeryci, bardzo pięknie tylko czy czegoś aby nie zauważono? Inne wyznaczniki wiary ludu Bożego, też dalekie są od tej „pełności”.

Widać te owce jakieś pogubione, pasą się na złych pastwiskach pełnych: a/ genderów  b/ liberalizmów c/ kultury śmierci d/ ateistów, a ostatnio też tej tęczowej zarazy i ziela trującego, które seksualizuje wszystko co tylko się da, nawet niemowlaków. Po zeżarciu tego paskudztwa, lud bezbożny zwiera szyki, formułuje dywizje i rusza do ataku na Kościół ze szczególnym uwzględnieniem naszych pasterzy i innych wybitnych ludzi Kościoła (nazwisk nie będę podawał, by nie podważać ich cichej pokory z której tak bardzo są dumni). To jest wersja oficjalna, niektórzy mówią – dla dziennikarzy. No to teraz moja wersja alternatywna. Pozwolę ją sobie zacząć od przenikliwego stwierdzenia K. Zanussiego z wywiadu zamieszczonego kilka dni temu na „Deonie”. Brzmi ono następująco:” To jest ten kisiel, w którym bardzo wielu, szczególnie hierarchów, prowadzi swoją działalność. Jakby nie zdawali sobie sprawy, że tu i teraz rozstrzyga się, jak zawsze, los jutra i że jeżeli wiara nie jest gorąca, to jest żadna […] Jest kilku (podkreśl. moje) biskupów, którzy mają dobre, powszechne oddziaływanie…”

Kisiel dobra rzecz, ma miły smak, wygląd i zapach, no tylko ta konsystencja. Łatwo sobie wyobrazić, jak w takim kisielu porusza się człowiek. Z jednej strony bardzo powoli, noga za nogą, daleko w nim się nie zajdzie, ale jaki komfort i bezpieczeństwo. Żadne zakwasy nie grożą, każdy upadek zostanie przyjemnie zamortyzowany. Niby coś się dzieje, ale takie to rozleniwiające. Wszystko wydaje się obłe, żadnych ostrych krawędzi, nawet jak  chce się zrobić jakiś gwałtowniejszy ruch, to tylko chlupnie i koniec. Można jeszcze wiele mówić o pozytywach kisielu, ale górski potok to z pewnością nie jest, na głębię w kisielu również nie da się wypłynąć. I tak to wygląda. Laska pasterska dawno została wymieniona na kosztowny pastorał – urządzenie nieco niewygodne do pasienia owiec, ale nieodzowne jeśli jego właściciel zechce groźnie postukać na niegrzeczne owce.

Na co dzień nawet nieźle to wygląda – wy sobie, my sobie, „każdy sobie rzepkę skrobie”. Wy sobie przemawiacie zawsze z niezmienną powagą i zatroskaniem, ale przede wszystkim z dogłębną znajomością rzeczy. Nie zaryzykuję pomyłki jeżeli stwierdzę, że znacie się na wszystkim. Jeden biskup, (przepraszam, wielu biskupów), zna się na katastrofach lotniczych i aż dziw, że nie jest zatrudniony na pół etatu w Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Znaczy się, takie duchowe spojrzenie na trajektorię lotu, w końcu samoloty, jak mówimy, lecą po niebie. Inni znają się na psychologii rozwojowej dzieci i młodzieży, ktoś z ekscelencji zrobił habilitację z politologii i zawsze wie jakiej partii sukcesy są także sukcesami Kościoła. Jest także liczne grono wybitnych znawców Unii Europejskiej, w odróżnieniu od nas dawno już odkryli, że tak naprawdę to nasi okupanci („Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela”), którym musimy płacić „kontrybucję”. Ale jest na to sposób – pewien gorliwy komentator, równie gorliwej rozgłośni, zauważył przy jakiejś okazji, że obóz w Oświęcimiu jest chwilowo nieczynny, nieczynny ale jest! Są też znakomici menadżerowie, którzy nie pomni, że nawet „w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu”, ten owies z sukcesem przerabiają na ryż. Najmniej jest specjalistów od…Ewangelii – …”jest kilku”. Przypomina mi się stary dowcip. Do tramwaju wchodzi staruszka, wszystkie miejsca siedzące są zajęte przez młodych ludzi, nikt nie ustępuje miejsca i staruszka smutno stwierdza – Widzę, że dżentelmenów tu nie ma. Na to jeden z siedzących – Droga pani, dżentelmenów od cholery, tylko miejsc wolnych nie ma”. Kiedyś mówiło się, „że szewc bez butów chodzi”.

No to ja zwyczajny chrześcijanin, zwyczajny uczestnik Kościoła Katolickiego w Polsce mam taką sobie zwykłą prośbę – drodzy biskupi, drodzy przełożeni i starsi w Kościele, załóżcie te buty! Naśladujcie tych, których Jezus rozsyłał, On wyraźnie mówił, że potrzeba robotników, jeszcze raz – robotników. Nic nie mówił o eminencjach, ekscelencjach, przewielebnych, czcigodnych i dostojnych, mówił o robotnikach! Gdzieś was przyjmą, gdzieś was wypędzą, zapewne powiedzą też uprzejmie, że posłuchają was innym razem. Uzdrawiajcie, pocieszajcie, dawajcie pić ze źródła, tam gdzie potrzeba płaczcie i radujcie się z innymi. Może warto abyście odkurzyli słowa Jezusa mówiące o tym, że Ojciec zsyła deszcz i słońce na wszystkich i nie spieszcie się z wyrywaniem kąkolu, bo to nie wasze kompetencje. Wy macie szukać zagubionych owiec, brać je na swoje ramiona i nieść do owczarni, a nie krzyczeć na nie i zapędzać kijem do zagrody. Gwarantuję wam, że pracy starczy wam do końca świata i jeden dzień dłużej.

Wiem, wiem, kiedyś było inaczej, i pierwsze miejsca za stołem, przywileje i poddaństwo, fajnie było, ale to się nie wróci! Trzeba po życie sięgać nowe, jak mówi poeta, a nie wspominać jakie to kiedyś były grzeczne owieczki. Może i te owieczki trochę dziwne, może i nieco przemądrzałe, ale innych nie macie. Był wprawdzie król bez ziemi, ale o pasterzu bez owiec – ot, i ja nie słyszał. Może warto też, jak radził kochany Franciszek, od czasu do czasu przejść się po cmentarzu, to zresztą każdemu z nas dobrze zrobi. Jestem przekonany, że w „wypasionej” trumnie leży się tak samo, jak w tej zbitej z sosnowych desek i z zagłówkiem z trocin.

Już miałem tak smutno kończyć, ale spojrzałem na zdjęcie mojej kochanej córki i przypomniało mi się dawne wydarzenie. Siedziałem sobie nieco rozleniwiony po całym dniu pracy i głośno myśląc stwierdziłem, że podłoga w kuchni jest brudna. Na to moja czteroletnia córka :” To bierz do cholery szczotkę i zamiataj”. Wszelkie aluzje są oczywiście przypadkowe i nieuprawnione.

7 myśli do „Udawany dialog”

  1. Panie Rafale, abstrahując, że wyraził Pan w punkt także i moje pragnienia dotyczące naszego Kościoła, to anegdotki z początku i z końca tekstu rozłożyły mnie na łopatki 🙂 Dawno się tak serdecznie nie uśmiałam. Dziękuję 🙂

  2. Znów jednostronnie. Grzeszni biskupi powinni „słuchać się” bezgrzesznego ludu? Brakuje mi u Was, reformatorów pokory, zakorzenienia w Tradycji i… radości. Nie tej, którą daje świat.

    1. Oj brakuje Tobie tej tradycji, w której nie tylko biskup ale nawet ksiądz czynił się ważniejszy od samego Pana Jezusa Chrystusa.

      Autor powyższej wypowiedzi ma 100 % racji.

  3. Zapewne i Matka Teresa nie miała racji, odpowiadając na pytanie, co należy zmienić w Kościele, „mnie i Ciebie”. Nie chodzi mi o usprawiedliwianie grzeszników, ale o uznanie własnej grzeszności, a zatem współodpowiedzialności za stan Kościoła.

  4. Słyszę to już któryś raz podczas w tym tygodniu – wszyscy moi znajomi ‚otwarci’ krzyczą -‚Biskupi nawróćcie się’ ;-). Chyba czytają tą samą gazetę 😉

  5. Na początku chciałbym napisać , że generalnie podzielam zdanie użytkowników thorgi oraz Bronisława. A o takiej postawie jaką prezentuje w tekście Pan Rafał mówił Jezus tak ( cytuję za św. Mateuszem) : ” Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz.” ( Mt 7, 1-3)
    „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami” (Mt 7,15)
    „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.”( Mt 7,21)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.