Jozef i Miriam

                                            

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł:” Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki ; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło…”  (Mt 1, 18-21

Maryja i Józef. Młodzi, zakochani, zapatrzeni w siebie. Każde słowo, każdy uśmiech i gest jest radością. Tak było zawsze, tak będzie zawsze. Byli ubogimi, głęboko wierzącymi Żydami (to jakby ktoś zechciał im zmienić narodowość), wiara w Boga Jedynego była ich życiem, życie było wiarą. Nie planowali nic nadzwyczajnego, chcieli tylko być razem. Byli już narzeczonymi, mogli po cichu marzyć, że Bóg w swojej dobroci obdarzy ich potomstwem. Będą rodziną.  Co tydzień będą zasiadali do wieczerzy szabasowej, a potem będą świętować i dziękować Najwyższemu za dar wspólnego  życia i szczęścia. I wtedy On staje w poprzek ich marzeń. On Wszechmocny przez swojego anioła oznajmia zwykłej dziewczynie, która ma narzeczonego imieniem Józef, że zostanie Matką tego, który zostanie nazwany Synem Najwyższego. A Ona mówi niech się stanie Twoja wola. Kiedy Boży posłaniec niesie Jej zgodę przed tron Boga Odwiecznego Maryja już wie, że nic nie będzie takie samo jak przed tym. A jak będzie ? A któż to wie oprócz Niego ?

Idzie w góry pomóc krewnej . To prawda. Może też by odnaleźć samą siebie, w ciszy i skupieniu. Jest prostą dziewczyną jakich wiele, ale to do Niej przemówił Ten, który jest Początkiem i Końcem.

A Jozef , Jozef, który biegł w każdą wolną chwilę do swojej Miriam ? Cóż będzie czekał.  Ze smutkiem i tęsknotą na początku, ale potem wraz z upływem kolejnych dni i tygodni z coraz większą radością. Będzie chodził na okoliczne wzgórza, by już z oddali zobaczyć swoją ukochaną, a gdy już Ją zobaczy, to zatańczy z radości niczym król Dawid i będzie słowami psalmu dziękował Elohim, że jego Miriam będzie z nim i że będą już zawsze razem.

Nie wiemy w jaki sposób dowiedział się, że Maria nosi pod swoim sercem  dziecko. Nawet nie próbujmy odgadywać co czuł. Co to da, że powiemy rozpacz, przeraźliwy smutek, przegrane życie. Pewnie przypominał kłodę suchego drewna. Ale nawet wtedy jego miłość nie zgasła. Nie oskarży swojej narzeczonej, wie czym by to Jej groziło. Uchroni Ją przed karą i zniesławieniem. Nikt z ludzi nie może jemu Jozefowi zabrać miłości do jego Miriam.

Do takiego Jozefa przychodzi anioł Boga. Nie bój się Jozefie, nie bój się, zaufaj Mi. Ty Ją kochasz i Ona cię kocha. Weź Ją do siebie! To Ja wkroczyłem w Jej życie! Będziecie Rodziną, Świętą Rodziną. Będziesz cieniem ojca, będziesz cieniem Mnie. Będziesz troszczył się o Mojego Syna. Będziesz po wsze czasy wzorem ojcostwa. Nie do końca rozumiesz ? Nie szkodzi. Weź Ją do swojego domu. Będziecie znów patrzeć na siebie, będziecie się radować swoją obecnością. A Jeszua będzie wzrastał wśród Was w mojej mądrości i dobroci.

Mogło tak być, choć słowa, jakiekolwiek słowa wyjątkowo nie przystają do tych chwil. Coś dla nas ? Chyba tylko to: zaufać tak jak Ona, nie bać się tak jak Józef, żyć tak jak Oni.                                                                                           

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *