Miła perspektywa

„Oto ja was posyłam jak owce między wilki […] Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. […] Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia.”    (Mt 10, 16-22)

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.”     (Mt 5, 11)

Chciałoby się po przeczytaniu tych słów Jezusa powiedzieć tylko jedno – super, frajda jak jasna cholera, aż strach się bać. Ale spoko, tak było kiedyś, w naszej rzeczywistości XXI wieku, w naszym cywilizacyjnym otoczeniu, nikt nas nie będzie prześladował, nie mówiąc o biczowaniu. Wilki są pod ochroną i to one boją się ludzi a nie odwrotnie. Owszem są kraje gdzie ciągle za wiarę w Jezusa można stracić życie, ale uf, uf, na szczęście nie u nas. Słodko jednak to tak zupełnie nie jest, nie jest miło być narażonym na kłamstwa czy choćby zwyczajne nie lubienie, o nienawiści nie wspominając.

Nie nosimy na swoich piersiach dużej tabliczki z napisem „uczeń Jezusa”, nie mówimy w co drugim zdaniu „Jezus moim Panem” (bardzo dobrze skądinąd), a mimo to im bardziej staramy się być chrześcijanami, tym większa ilość ludzi którzy niekoniecznie nas lubią. Tę często faktyczną nienawiść można oczywiście wyrazić w bardzo różny, nieraz nawet subtelny sposób. Ktoś może powiedzieć:” Widać kiepski z ciebie chrześcijanin, skoro cię nie lubią, może za mało ich kochasz?” To oczywiście może być prawda, tę pokorną prawdę trzeba nosić w swoim sercu, ale nie do końca to rozwiązuje sprawę. Słowa Jezusa do nas też się odnoszą!

W świadomym, dojrzałym chrześcijaństwie, trzeba sobie zdawać sprawę, że królestwo Jezusa nie jest z tego świata, choćby nie wiem jak było nam z tego powodu przykro. Żyjemy w tym świecie, pracujemy i radujemy się jego pięknem stworzonym przez Boga, ale prawdziwe królestwo jest dopiero przed nami. Drogi do niego nie zawsze pokrywają się z drogami, zamierzeniami i celami tego świata. Nie ma się co łudzić, że naszym zaangażowaniem spowodujemy powszechne „kochajmy się”. To boli, choć rzecz jasna nie zwalnia z wysiłków czynienia dobra.

Trzeba się pogodzić z tym, że gdy powiemy, że aborcja nie jest ok., że zachowanie wielu, nieraz bardzo lubianych, celebrytów jest zwyczajnym łajdactwem, to „bluzną” nam w oczy pogardą. Kiedy powiemy, że zostawienie żony, dzieci i udanie się, do dziwnym trafem, zawsze młodszej partnerki, jest perfidnym złem, to możemy usłyszeć, że jesteśmy świętoszkiem, kruchtą i nie warto się z nami zadawać. Kiedy powiemy, że kupczenie wiarą dla doraźnych celów politycznych jest zgorszeniem i świństwem, to usłyszymy, że jesteśmy zdrajcami i targowiczanami. Kiedy w naszej obecności powiedzą, że uchodźcy to „ciapaci” i dzicz, robactwo, bakterie i pierwotniaki, możemy milczeć, ale gdy powiemy:” Jestem chrześcijaninem, w tych ludziach – moich i waszych bliźnich jest cierpiący Jezus, to zapewne nie pogłaszczą nas po głowie.

Tak to jest pesymizm, ale to jest pesymizm i smutek, który daje nadzieję nagrody w Niebie. Zdaje się, że bardzo nam na niej zależy. I dobrze!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *