„Kościół w Polsce” czy „polski Kościół”

                                

 

W ciągu miesiąca czytam pewnie setki artykułów  i wypowiedzi różnych ludzi. Treść jednych pamiętam pięć minut, nad innymi się zamyślam, ale są też takie po lekturze których przewracam się z boku na bok i nie mogę zasnąć. Takim artykułem jest wywiad Anny i Karola Wilczyńskich zamieszczony w „Dużym Formacie” 26/11/2018. W tym tekście nie ma ani jednego zbędnego zdania, ani jednego zbędnego słowa. Najchętniej zacytowałbym cały wywiad, ale ograniczę się tylko do dwóch zdań:” Nie potrafię pojąć, jak za chrześcijanina może uważać się ten, kto pierwszy rzuca kamieniem, kto sam uważa, że jest bez grzechu” – to w kontekście uchodźców i innych „odmieńców”. I drugie zdanie:” Nie ma „polskiego Kościoła”, jest „Kościół w Polsce”.

Pierwszego cytatu nie ma sensu komentować, on jest więcej niż oczywisty, jakiekolwiek kombinowanie byłoby równoznaczne z fałszem. Ten drugi jest dla mnie odkryciem. Sam wielokrotnie używałem określenia „polski Kościół” nie zdając sobie sprawy z nonsensu tegoż. Przecież nie ma Kościoła polskiego czy niemieckiego, jest jeden Święty, Apostolski Kościół Powszechny. W każdą niedzielę tę prawdę wyznajemy w „Credo”. Stwierdzenie „Kościół w Polsce” niesamowicie zmienia myślenie o nim, powinno zmienić myślenie. To nie jest gra słów!

„Polski Kościół”, uważa wielu katolików, od biskupów po wiernych jakiejś zagubionej parafii w górach, rządzi się swoimi prawami i ocenami niekoniecznie, przynajmniej z ducha, zgodnymi z nauczaniem Kościoła Powszechnego. Wiemy wszakże, że ten Kościół, powtórzmy raz jeszcze, jest jeden – Chrystusowy i Apostolski z widzialnym Ojcem św., który jest głową tegoż Kościoła. „Polski Kościół” do aktualnego Pasterza, jakby tu łagodnie powiedzieć,ma pewien dystans. W świetle tego, rozumowanie w stylu „polski Kościół” i konsekwencje tego rozumowania są po prostu herezją, może nie w sensie czysto teologicznym, ale herezją szczególnie dokuczliwą, a nawet niebezpieczną. To w imię  tej herezji „polski Kościół” powoli, bardzo powoli, dojrzewał do jasnego stanowiska w sprawie poranionych przez wojnę uchodźców. W wielu parafiach jest to dalej temat tabu. Jak długo „polskiemu Kościołowi” zajęło zajęcie się pedofilią wśród duchownych, jak długo problemem bezdomnych, wykluczonych ze względu na inną religię czy orientację seksualną? Kiedy „polski Kościół” dostrzeże, że trzeba objąć miłością nie tylko nienarodzone dzieci, ale także już narodzone? Kiedy „polski Kościół” dostrzeże, że jego powołanie jest diametralnie różne, inne, niż popieranie konkretnej partii, nie ważne zresztą jakiej.

W Kościele Powszechnym trwa odkrywanie prawdy o błędach popełnionych przez wiernych tegoż Kościoła w stosunku do naszych jakby starszych braci w wierze. A w „polskim Kościele” kapłana który zasłynął z głoszenia tej prawdy karze się suspensą, ale toleruje się innego, żeby tylko jednego, który głosi poglądy jawnie i obrzydliwie antysemickie. W „polskim Kościele” jednego z najbardziej zasłużonych kapłanów, współpracownika św. Jana Pawła II, jakiś teologiczny półgłówek karze zakazem wypowiedzi, bo „odkrywa” w jego kazaniu niezgodność z doktryną. A „polski Kościół” praktycznie milczy, bo zapewne ma inne bardzo ambitne cele duszpasterskie. Przypomina mi się zdanie arcykapłana Kajfasza:” Nie rozumiecie, że lepiej dla was, aby jeden człowiek umarł za naród, niż żeby cały naród zginął”.

Takie przykłady można długo wyliczać, ale jednym z ważnych powodów ich istnienia jest właśnie „polski Kościół”. Czekamy wszyscy jak nam sufit spadnie na łeb, chcę wierzyć, że pobożny łeb, choć niekoniecznie już myślący i umiejący odczytywać znaki czasu. Kochany Franciszek nazywa to rozeznawaniem i zachęca do tego wszystkich, kapłanów w szczególności.

I na koniec jeszcze jedno. Redaktor Wilczyński wymienia nazwiska kilku księży, którzy są otwarci na nowe wyzwania duszpasterskie, ciągle zresztą te same nazwiska. I znów wracam do zdarzenia ewangelicznego. Jezus uzdrawia dziesięciu trędowatych, tylko jeden wraca by Mu podziękować. Można mniemać, że nie tylko za dar odzyskanego zdrowia, ale także za radość, że mógł zobaczyć w osobie Jezusa, Boga prawdziwego. Jezus zadaje dramatyczne, ale i smutne pytanie o pozostałych dziewięciu. Czytam te kilka nazwisk, zapewne jest ich trochę więcej, i też zadaję sobie pytanie : czy tylko oni zostali wyświęceni, czy tylko oni zostali wybrani przez Jezusa, by byli dobrymi pasterzami? Gdzie są te rzesze innych, czyżby byli zajęci budowaniem „polskiego Kościoła”?

Jedna myśl do “„Kościół w Polsce” czy „polski Kościół””

  1. Kościół(Zbór) Boży nie jest własnością państwową a tym bardziej osobistą.Kościół Boży jest własnością Boga i Jezusa,który jest jego kamieniem wybranym ,narożnym.Jezus zbudował kościół,którego masywem skalnym jest On sam,zaś kamieniami fundamentowymi są apostołowie.Poza tym każdy chrześcijanin jest kamykiem w Bożej Świątyni.Kościół to nie murowana świątynia(Często okazała i bogato wyposażona),to świątynia duchowa,którą stanowią wierni chrześcijanie.Poza tym prawidłowa nazwa kościoła powinna brzmieć:”Zbór:.W Chrześcijańskich Pismach Greckich „zbór” jest tłumaczeniem słowa ekklesía. Wywodzi się ono z dwóch wyrazów: ek — „z; od” oraz kaléo — „wołać; wzywać”. Oznacza więc grupę osób wezwanych lub zwołanych w sposób oficjalny albo nieoficjalny. W Dziejach 7:38 opisano nim „zbór” Izraela, a w innym miejscu „zgromadzenie” w Efezie, podburzone przez złotnika Demetriusza przeciwko Pawłowi i jego towarzyszom (Dz 19:23, 24, 29, 32, 41). Najczęściej jednak słowo to odnosi się do zboru chrześcijańskiego. Może przy tym chodzić o zbór rozumiany jako ogół chrześcijan (1Ko 12:28), o zbór w jakimś mieście, np. w Jerozolimie (Dz 8:1), Antiochii (Dz 13:1) czy w Koryncie (2Ko 1:1), albo o określoną grupę zbierającą się w czyimś domu (Rz 16:5; Flm 2). Dlatego też gdzieniegdzie jest mowa o „zborach” lub „zborach Bożych” (Dz 15:41; 1Ko 11:16). Polskie przekłady katolickie tradycyjnie używają w wersetach dotyczących zboru chrześcijańskiego słowa „Kościół” (zob. np. 1Ko 16:19, BT, BWP).
    W Septuagincie greckie słowo ekklesía
    Zbory Chrześcijańskie chociaż nazywano je od poszczególnych miast,czy okolic,to zawsze i wszędzie są własnością Jezusa i Jego Ojca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *