Cena za własne poglądy

 

 Przeczytałem niedawno wywiad z pewnym ks. arcybiskupem. Redaktor prowadzący wywiad zapytał biskupa o jego opinię dotyczącą „niepokornego” księdza, który posługuje w jego diecezji. Opinia w zasadzie była pozytywna, choć biskup dostrzegł problem w aktywności tegoż księdza w mediach społecznościowych. Stwierdził, że jego oceny polityczne w tychże mediach mogą zrazić  część wiernych i mogą oni nie przyjść do niego do spowiedzi.

Po lekturze tego wywiadu po raz kolejny staje się ważne pytanie o relacje, tym razem szeregowego księdza, na linii kapłaństwo i rzeczywistość, także rzeczywistość polityczna. Nie pierwszy raz twierdzę, że tej relacji nie da się uniknąć, trzeba więc ją „oswoić”, trzeba wypracować takie standardy, aby nie ranić nikogo kto przekracza drzwi kościoła. Czy da się zrobić to bezboleśnie? Niestety obawiam się, że nie jest to możliwe, ale nigdy dość wysiłków.

Dość powszechne jest narzekanie na jakość, na poziom naszej polityki i polityków. Jednocześnie przyjęło się, choć nie bardzo wiadomo dlaczego, że ta arcyważna dziedzina ludzkiej aktywności, nie podlega ocenie moralnej. Świecki obywatel ma prawo oceniać tę politykę zarówno od strony moralnej jak i politycznej, to drugie duchownemu nie przystoi, ale w przestrzeni kościelnej. Przecież nie byłoby takiego sprzeciwu wobec polityczno – partyjnego zaangażowania naszego duchowieństwa, gdyby ono miało charakter prywatny. Oburzenie i zgorszenie budził fakt, że odbywało się ono, nie waham się użyć tego słowa, w sposób wręcz  bezczelny w przestrzeni sakralnej, zawłaszczonej bezprawnie do głoszenia swoich prywatnych poglądów. Czy tak popularne media społecznościowe, tylko przez fakt, że używa ich osoba duchowna stają się przestrzenią sakralną? Oczywiście, że nie, choć umiar i rozsądek jest jak najbardziej mile widziany.

Kościół w swoim nauczaniu, nie może uciec od oceny moralnej postaw społecznych i politycznych. Kościół nie mogąc uczestniczyć w polityce powinien  zajmować się metapolityką, czyli oceną czy dane działania polityczne są zgodne z powszechnie przyjętymi wartościami przynależnymi człowiekowi, który żyje w rzeczywistości politycznej. Przecież taka jest też wymowa encykliki Św. Jana Pawła II „Centesimus annus”.

Czy taka postawa może rodzić pewne negatywne konsekwencje, choćby takie na jakie wskazał ks. biskup? Oczywiście, że tak, choć piszę o tym z pewnym żalem.

I tu pewna dygresja. Działo to się jeszcze za moich czasów studenckich. Nasz duszpasterz akademicki w dniu święta Wszystkich świętych w kazaniu sugerował, czy może raczej, miał nadzieję, że także ci zmarli, którzy  byli osobami niewierzącymi, ale szli przez swoje życie „dobrze czyniąc” znajdą się w niebie. Tu wymienił kilka znanych nazwisk takich osób. W tym momencie starsza pani energicznie przyklęknęła i demonstracyjnie, z malującym się na twarzy oburzeniem, opuściła kościół. Obawiam się, że więcej już na Mszę św. akademicką odprawianą przez tego księdza, nie przyszła. Do spowiedzi do niego zapewne też nie. Szkoda? Pewnie, że szkoda, ale co można więcej zrobić, niż pomodlić się za ową oburzoną panią?

Ksiądz, który z życzliwością i miłością podejdzie do tak ostatnio wyklinanych osób LGBT, musi liczyć się z tym, że dla niektórych wiernych zostanie wielbicielem „pedałów”. Ksiądz, który będzie apelował o miłosierne podejście do uchodźców, od głosicieli „Polski wielkiej i katolickiej” będzie uznany za zdrajcę „białej rasy” popierającego terroryzm. Do jego konfesjonału też się nie zbliżą, bo może trzyma w nim bombę.

Zdaję sobie sprawę, że jest to smutne, że nie powinno mieć miejsca, ale to jest cena za to, że jest się „gorącym”.

Kiedy Jezus oznajmił swoim uczniom prawdę o Eucharystii swojego Ciała i Krwi, część stwierdziła, „że trudna to mowa” i jak notuje ewangelista, od tej pory już nie chodzili z Nim. Nie porównuję oczywiście dosłownie tego o czym piszę, do tamtego wydarzenia ewangelicznego, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że czym innym jest wykluczenie, a czym innym brak możliwości zadowolenia wszystkich. To ostatnie można osiągnąć tylko przez bycie „letnim”, ale jest to cecha o której Jezus wypowiada się jednoznacznie negatywnie.

 

11 myśli do „Cena za własne poglądy”

  1. Z tego, co wiem, traktowanie osób homoseksualnych lub uchodźców jak swoich bliźnich, którym należy się miłość, nie jest żadnym „prywatnym” poglądem „politycznym”, lecz oficjalnym stanowiskiem Kościoła, wynikającym z Ewangelii, po prostu obowiązkiem miłości bliźniego, dotyczącym każdego chrześcijanina. I księża powinni to głosić na ambonach. I nie powinni się tego bać. Pytanie tylko: ilu jeszcze jest chrześcijan wśród polskich katolików? Wśród polskich księży i biskupów? Czy „polski katolicyzm”, reprezentowany np. przez Radio Maryja, to jeszcze chrześcijaństwo? Czy jakaś inna religia? Ale nie obrażajmy innych religii – słyszałam, że pewien hinduista, aktor, ofiarował swoim bliźnim tyle pieniędzy, że 1300 ubogich chłopów mogło pospłacać swoje długi. Chciałabym usłyszeć coś podobnego o jakimś bogatym katoliku. Może o biskupie?

    1. W miesięczniku „W drodze” przeczytałem kiedyś reportaż o księdzu (było nazwisko i nazwa parafii), który sprzedał swój traktor, wycofał pieniądze z swojego funduszu emerytalnego, by uratować przed zamknięciem szkołę w której uczyły się dzieciaki. Na spotkanie reportera wyszedł w starym swetrze i upapranymi w sadzy rękoma, bo właśnie opuścił kotłownię gdzie palił w piecu. I to było w Polsce!

      1. To piękne. Dziękuję. Ale jak mówią: jedna jaskółka nie czyni wiosny. Jest wiele przykładów, że najlepsi księża są najbardziej prześladowani przez swoich przełożonych i nie tylko. To bardzo smutne.

      1. „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.
        „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.
        Każdy człowiek jest osobą, należy mu się szacunek i godność, ergo: każdy jest moim bliźnim. Każdy – i celnik, i jawnogrzesznica. Taka jest nauka Jezusa i Kościoła.

          1. Jeżeli już to nie w Ewangelii tylko w Listach św. Pawła. W Starym Testamencie też i to jest najczęściej przytaczane. Pytanie do Awa, czy zamierzasz kamienować cudzołożnice i tych którzy nie przestrzegają szabatu? Czy po zjedzeniu kaszanki i „krwistego” idziesz do spowiedzi? Czy kiedy zgrzeszysz swoim okiem, to zamawiasz wizytę u okulisty, żeby Ci je wyłupił. Czy zamierzasz gorszycielom przywiązywać kamień do szyi i topić w wodzie, bo Jezus powiedział, że tak będzie dla nich lepiej? Litości!!!

  2. Listy św. Pawła należą do NT.
    Dekalog też należy do ST i nie zamierzasz go przestrzegać?
    Pytanie do Rafała: czy miłując homoseksualistów, zamierzasz zgadzać się na wszystkie ich żądania, a także powierzać im dzieci do adopcji? Czy dozwolona krytyka w stosunku do homoseksualistów, może być w takim stopniu prowadzona, jak Ty krytykujesz księży katolickich? Chyba, że jesteś protestantem i zakładasz kolejny swój kościół. Wnioskuję to po tym, że niby katolik, zamiast się modlić i czynić dobro, myślisz jakie by tu błędy znaleźć w Kościele.

  3. Najpierw moje gratulacje dla Rafała, że tak trafnie – moim zdaniem – uchwycił tematy, których dzisiejsi chrześcijanie skrzętnie unikają. Szkoda, że tego typu stanowiska – w sumie przecież oficjalnej nauki Kościoła – tak trudno usłyszeć lub poczytać na głównych kanałach. Chyba, po prostu się wstydzimy samych siebie.
    Do spraw LTBG, uchodźców trzeba jeszcze dodać aborcję. To trzy nieszczęsne pozycje niewygodnego rozkroku, do którego wielu chrześcijan nie chce się przyznać… i brnie w zaparte.
    Jak długo jeszcze Bracie i Siostro!? A może w czasie Wielkiego Tygodnia popuścisz i staniesz twardo na właściwej stronie?!
    To wspaniałe uczucie umieć zdecydowanie potępić czyny, a jednocześnie objąć bliżniego, a nawet dać ze dwa denarki na jego ‚podleczenie’.

  4. Szacunek dla osób


    W tym miejscu warto po raz kolejny przypomnieć stanowisko Kościoła Katolickiego wobec homoseksualizmu, które zostało bardzo jasno wyrażone w Katechizmie: „Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357). Równocześnie katechizm podkreśla, że osoby homoseksualne należy traktować z szacunkiem oraz że powinno się unikać wszelkich przejawów dyskryminacji (KKK 2358).

    Jak pięknie jest mówić o miłości bliźniego, gdy chodzi o imigrantów, szanować tych z innej orientacji seksualnej, ale już trudno jest odpowiedzieć na konkretne pytanie o zezwolenie na „małżeństwa” jednopłciowe, czy akceptację adopcji dzieci przez takie pary. To jest tylko orientacja, czy niedozwolone czyny? Czy grzechy cudze i obowiązek ze spowiadania się z nich w okresie Wielkanocy obowiązuje – bo one jakby kłóciły się z „miłością” do bliźniego?
    Wielu złotoustych może godzinami przemawiać i pisać, ale z czynami i miłością do tych najbliższych, do której jesteśmy zobowiązani, jest zdecydowanie gorzej.
    Szacunek dla osób, to jednak nieco niższa półka miłości.

  5. Teksty Rafała są zawsze tak pięknie „rozwleczone” ,że bardzo trudno wychwycić te najlepsze momenty. Gdy już już chcielibyśmy się odnieść do konkretu to niestety ( albo „stety”) uderza w nas porcja ładnie opakowanej filozofii z którą trudno polemizować, bo Rafał jest z tego dobrze przygotowany. Najprościej będzie „wyciąć” i odnieść się do konkretu. Ja oczywiście nie wiem co pisał ów „niepokorny” ksiądz, ale sądząc z tego co pisze Rafał : ” z życzliwością i miłością pod(chodzi) do tak ostatnio wyklinanych osób LGBT, (że) musi liczyć się z tym, że dla niektórych wiernych zostanie wielbicielem „pedałów”.”
    To bardzo dobrze , że ksiądz ów z szacunkiem odnosi się do każdego o kim pisze. Co jednak oznacza stwierdzenie „ostatnio wyklinani”. Przez kogo? Kto wyklina osoby LGBT? Osoby o orientacji homoseksualnej nie są w Polsce wyklinani. Ani w Europie, a przynajmniej w przeważającej jej części. Osoby te stają się powoli ( powoli ale skutecznie) częścią grupy społecznej o charakterze uprzywilejowanym z powodu swojej orientacji. Nawiasem mówiąc , gdy niektóre z krajów w których to zjawisko narasta nasycą się tzw. uchodźcami ( zewnętrznym i wewnętrznymi) do poziomu w którym będą oni ( ci „uchodźcy”) mogli skorzystać z działania procedur demokracji bezpośredniej, to uprzywilejowanie skończy się nagle i w sposób drastyczny.
    I tu przejdę do sedna (może „sedno” to za dużo powiedziane). Jeżeli by oceniać „temperaturę” na podstawie danych które są w tekście Rafała to ten ksiądz nie jest „gorący”. On jest właśnie letni, idzie z prądem. Afirmacja postaw obyczajowych o których Rafał wspomina w tym kontekście jest dziś trendy. Teoretycznie „nowoczesne”. Jest to właśnie odwrotne do sensu słów Jezusa , który wszak nauczał : Mówcie tak – tak , nie -nie. Szkoda , że wielu hierarchów również rozmywa doktrynę, w imię….No właśnie czego? Myślą , że będą „gorący”??? Nie , to jest właśnie „letniość”. Unowocześnianie na siłę, bo doktryna jest „skostniała”. Nie na miarę tzw. dzisiejszych czasów.
    Dziś potrzeba nam jednak takich ludzi w sferze publicznej, również księży, którzy będą „gorący” i nie będą bali się stać w poprzek tzw. nowoczesnego myślenia. Będą bronić Słowa, tradycji, nie dadzą się „rozmiękczyć” i zmanipulować. Będą bronić zasad , a one są niezmienne od dwóch tysięcy lat. Kościół z natury jest konserwatywny, z zasady niejako. Ponieważ stoi na straży czegoś, co jest niezmienne. Dlatego Kościół postępowy to utopia, a kapłani którzy na siłę chcą go „unowocześniać” źle mu się przysługują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.